Niesamowicie dużo zbiegów okoliczności

Po oskarżeniu nas nastąpiło bardzo dużo dziwnych zbiegów okoliczności, a ja nie wierzę w zbiegi okoliczności.

Szukałam od września

Pani Agnieszka, czyli nowa opiekunka w grupie dzieci w przedszkolu, przyznała przed sądem, że haka na nas szukała już od września, jak to ujęła „próbowała nas zgłosić”. Wcześniejsze próby dotyczyły wożenia dzieci w bagażniku, czy zbyt małej odzieży, choć żona sama widziała jak Pani podciąga dzieciom nogawki i robi im zdjęcia telefonem (tak, widzieliśmy to na własne oczy, droga pani Agnieszko, było stać głębiej w sali).

Znajomy kurator społeczny

Pani Agnieszka również przed sądem przyznała, że radziła się emerytowanej kurator społecznej jak nas zgłosić. Tak się składa, że my też mamy taką znajomą, dowiedzieliśmy się od niej co mogło się stać z dziećmi po takim zgłoszeniu, mianowicie:

  1. Osoba zgłaszająca jest z dogmatu uznawana za taką, której zależy na dobru dzieci.
  2. Jeżeli wyrazi taką chęć, to może bez procedur i bez kursu zostać czasowo rodziną zastępczą dla odebranych dzieci.
  3. Po uzyskaniu opiekuna prawnego może z dziećmi zrobić w zasadzie co będzie chciała, np adoptować (jeden wniosek do sądu) bez procedur i kursów lub dopuścić do adopcji, np konkretnej adopcji (uwalając wszystkich innych kandydatów).

Nie pamiętam już, czy to właśnie ona czy dyrektorka przedszkola zaproponowała, że może weźmie od nas w rodzinę zastępczą młodszą z dziewczynek gdy została wszczęta procedura….

Dzieci…

I znów wracamy do Pani Agnieszki 🙂 Tak się składa, że od oskarżenia każde z nas odprowadzając i odbierając dzieci z przedszkola miało włączoną kamerę w komórce lub dyktafon… żeby nie było wątpliwości gdyby ktoś zechciał nas oskarżyć po raz kolejny, że dzieci się nas boją gdy po nie przychodzimy, bo jak wiadomo, dziecko które się boi leci z rozpostartymi ramionami i się przytula na dzień dobry, prawda? Przecież wszyscy to wiedzą!

I pani Agnieszka, nie wiedząc, że żona ma podzielną uwagę (oddzwaniała na ważny telefon z PCPR) i włączony dyktafon żaliła się do Pani Dyrektor, na fakt iż jej dziecko (syn czy córka, nie wiem), zostało przez lekarza poinformowane, że jedyna szansa na rodzicielstwo to adopcja. Niestety to nie wszystko, ponieważ zgodnie ze słowami Pani Agnieszki owo dziecko zostało odrzucone z procedury adopcyjnej na (UWAGA!) 5 lat!

Dziwy nad dziwami, prawda?